Upał. Naprawdę gorąco. Przedwczoraj miał miejsce gigantyczny obryw z lodowego seraka znajdującego się na Triangle du Tacul (od strony Point Lachanel). Na szczęście nikt nie ucierpiał, ale - jak donieśli mi zaprzyjaźnieni przewodnicy - nawet stojąc pod Cosmicem przez moment pomyśleli, iż trzeba uciekać. Jak to jeden z nich mi wczoraj ładnie powiedział, ten przeraźliwy huk spadającego lodu ciągle rozbrzmiewa mu w uszach...
Ja natomiast byłem na krótkim wspinie na Igłach od Południa. Garść praktycznych informacji:
Ciągle jest o dziwo dużo śniegu, który oczywiście gwałtownie topnieje, sprawiając, iż ostatnie kilkaset metrów ścieżki do schroniska to brodzenie w błocie strumieniach i topniejącym śniegu. Tak więc moje standardowe obuwie podejściowe pod Igły, czyli adidasy, nie sprawdziły się tym razem - proponuję jakieś buty za kostkę.
Również podejście pod ściany wymaga od nas chodzenia po śniegu. Pamiętam sezony, kiedy pod Małe Yosemity szło się po kamieniach - wczoraj nawet idąc pod Tour Verte trzeba było przekraczać placki śniegu.
Na podejście pod ściany leżące na prawo od schroniska przydadzą się jakieś raczki i może nawet jakiś lekki czekanik?
PS. A poziom Mer de glace już tak mocno opadł, iż właśnie przykręcano dodatkowy element drabiny - co by ułatwić na nią wejście...