zdjęcie - Północna ściana Jorassów z wrysowaną linią Colton Macintyre
autor Jon Griffith
Warunki w minione kilka dni na Grandes Jorasses były tak dobre, że mimo wcześniejszej ustawki nie odbył się mecz w piłkę nożną w której reprezentacją PGHM miała zmierzyć się z swoim kolejnym rywalem w najważniejszej piłkarskiej lidze w Chamonix
Naprawdę…
Po prostu nie było zawodników, wszyscy poszli łoić na Jorassach…
Jak donosi mój „wywiad”, który dziś przyimprezował - jak znam życie, zaczęło się ustawką na mieszkaniu – jeden dwa, browarki, a potem nastąpiła knajpa prawdziwych Chamoniardów, czyli oczywiście Elevation….:-) Miłego chłopaki;-)
Ale nie o tym miałem oczywiście pisać. Zatem w minione dni, w super dobrych warunkach padło:
No siesta – nieźle co?
zdjęcia i tekst dla francuskojęzycznych
http://jeffmercier.blogspot.
Filar Walkera wariantem prostującym - to też rzadko chadzana ruta
I trzy razy Colton-Macintyre (prawpododbnie w wiekszości przez wariant Alexis - tak od kilku lat wszyscy robią tą drogę)
Uwaga!!! To chyba w tym wszystkim najważniejsze – Coltona przemknęło dwóch Marcinów – Rutkowski vel Rutek i Tomaszewski vel Yeti. Czas przejścia chłopaków to jak podaję Marcin na Facebooku 20h tutaj zdjęcia:
https://www.facebook.com/media/set/?set=a.250005881711858.61110.100001073455561&type=1
Gratuluje – droga piękną jest i z pewnością znajduje się na liście marzeń nie jednego z naszych wspinaczy – na mojej jest:-)
A tych którzy ciągle o tej drodze marzą, zapraszam do zapoznania się z rewelacyjnymi zdjęciami z przejścia tej drogi których autorem jest Jon Griffith - http://www.alpineexposures.com/blogs/chamonix-conditions/2024112-grandes-jorasses-colton-macintyre
Więcej na temat tych przejść wkrótce. Co do Coltona to jest to prawodpodbnie dopiero drugie polskie przejście. Pierwszego w czasie 18 godzin dokonał w 1994 roku zespół w składzie Staszek Piecuch i Andrzej Duduś Dutkiewicz. W tym samym czasie linie Extreme Dreams (było to dopiero drugie przejście tej drogi), która jest można powiedzieć trudniejszym wariantem do Coltona, pokonał zespół Jacek Fluder i Janusz Gołąb
____________________________________________________________________
UPDATE
Padła też Croz wariantem Słoweńskim(na stracie)
Aktualnie dwa kolejne zaspoły walczą na No siesta - jednen z nich już skończył - w trzy dni drogę załoili nasi dobrzy znajomi Will Sims i Jon Griffith, wypatrujcie wieć świetnych zdjęć i relacji na: http://www.alpineexposures.com/blogs/chamonix-conditions, co ciekawe Jon mówił mi że Colton wcale nie jest w dobrych warunkach, co potwierdza również Rutek od którego dowiedziałem się, że warunki na drodze są dobre do wspinania, ale fatalne do asekuracji
Jutro w Całun wbija sie kolejny tegoroczny polski rezydent w Chamonix czyli Alek - powodzenia!
____________________________________________________________________
Super warunki panowały także w Szwajcarii. Wiadomo już co mam na myśli - północną ścianę Matterhornu i słynną biegnącą przez nią drogę Bonattiego.
http://drytooling.com.pl/serwis/info/newsy/alpinizm-newsy/1494-aufdenblatten-lerjen-demjen-droga-bonattiego-matterhorn
Dwóch młodziutkich Szwajcarów Patrick Aufdenblatten i Michi Lerjen-Demjen przebiegli ją w ciut ponad siedem godzin. Super przejście. Co ciekawe Patricka poznałem rok temu na Camp 4 – mieliśmy ten sam site, bardzo, ale to bardzo fajny facet.
I tak jakoś się porobiło, że na końcu doszliśmy do tematu o którym już od kilku dni chcę napisać – śmierci Bonattiego. Miała ona miejsce 14 września – wtedy to Walter został pokonany w wieku 81 lat przez raka. Praktycznie wszystkie największe portale coś już na ten temat napisały, właściwie napisały dużo, i wiadomości te wiszą ciągle na pierwszych stronach. Nie jest to przypadek. Nie było chyba drugiego alpinisty w historii tego sportu, który w tak krótkim czasie dokonał aż tak wiele. Zarówno w znaczeniu ilościowym jak i jakościowym. Większość wspinaczek Bonattiego było kolejnymi przełomami – podnoszeniem poprzeczki wyżej. A wytycznie solo!!! nowej drogi, zimą !!! na północnej ścianie Matterhornu było czymś więcej niż majstersztykiem. Sam Bonatti wiedział że ta wspinaczka wyprzedza swoją epokę – dlatego w ten sposób postanowił się pożegnać z zawodowym i profesjonalnym alpinizmem i rozpoczął życie podróżnika i odkrywcy.
Mówi się, „że trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść”, zgadzam się z tym stwierdzeniem, ale w tym przypadku uważam, że gdyby Bonatti się wtedy nie wycofał to alpinizm mógłby dziś inaczej wyglądać, ciągle jego poprzeczka mogłaby by być tą najwyżej powieszoną…
Dla mnie 14 września odszedł nie jeden z najwiekszych alpinistów świata, ale ten największy.
Pozdrawiam
m
Copyright © 2014 by gorskieblogi