Nie należę do osób stawiających w sieci świeczkę po zmarłej w górach osobie, a tych, niestety, odkąd się wspinam mógłbym kilka postawić, zwłaszcza ostatni rok pod tym względem był tragiczny.Jednak śmierć Artura wywarła na mnie większe piętno niż początkowo myślałem.
Artura poznawałem trzy razy - jako młody chłopak, gdy czytałem o jego górskich dokonaniach, w 2007 roku, w rzeczywistości, kiedy zostawał moim szefem na przeszło 4 lata, i gdy zostałem członkiem zarządu PZA - często razem z Arturem współpracowaliśmy przy wielu sprawach.
Za każdym razem uczyłem się od niego i o nim czegoś nowego.
Bardzo żałuję, że nie zadzwoniłem, tak jak chciałem przed ostatnim wyjazdem do Pakistanu i żałuje że nie poszliśmy się razem wspinać na te lody jak planowaliśmy jeszcze parę lat temu. Ale najbardziej żałuje że Ciebie nie ma. to nie tak miało być. Iza najszczersze wyrazy współczucia i trzymaj się razem z chłopakami.