Wróćmy jeszcze na chwilę do Yosemitów. Oczywiście nietypowa pogoda zaskoczyła nie tylko nas. W tym czasie to miejsce odwiedzają największe wspinaczkowe sławy tego świata. W tym roku dodatkowym argumentem był fakt, iż na początku października w pobliskim El Portal ślubną balangę organizował Sean Leary;-). Ale wracajmy do konkretów.
Gdy spotkałem Leo przy okazji darmowej rozdawanej na Camp 4 w niedzielny poranek kawie, to poza wymienieniem informacji, co się u nas ostatnio pozmieniało – on się ożenił – mnie się urodziła córeczka;-) przeszliśmy do omawiania planów. Nasz był jeden - zrobić ścianę z Jaśkiem i Andrzejem, ale od razu wspomniałem, iż bardzo się boję o pogodę. Leo był większym optymistą – powiedział, iż przecież nie będzie padać do końca października, bo właśnie wtedy miał mieć samolot do domu.
Jak się okazało, również on swój projekt zrealizował „rzutem na taśmę”.
Ale wracając do początku, należy podać cel wizyty tego niezwykłego brytyjskiego wspinacza. Był nim projekt, nad którym pracę Leo rozpoczął jeszcze w 2001 roku, zaraz po pierwszym klasycznym przejściu West Face na Leaning Tower (mało kto wie, iż bracia Pustelnikowie zrobili podaj piąte klasyczne powtórzenie tej linii).
Chodziło o pokonanie ściany El Capitana linią będącą kombinacją dróg hakowych znajdujących się w prawej części ściany – jeszcze na prawo od Zodiaca.
Składają się na nią fragmenty dróg Bad to the Bone, Secret Passage (kolejna kombinacja klasyczna, braci Favresse) i Eagle’s Way. To właśnie na tej ostatniej drodze znajdował się stary, nietrudny hakowy wyciąg (o trudności A1), który przez dziewięć lat spędzał sen z powiek Holdingowi.
W ciągu tego okresu, w czasie swoich wielu wizyt w Yosemitach, Leo atakował projekt wielokrotnie (w sumie odbyło się pięć zaawansowanych prób), z wieloma partnerami. Przez początkowy okres wszystkie próby odbywały się tylko z dołu – miała to być droga otworzona w jak najlepszym stylu.
Jednak ściana El Capitana w tym miejscu jest bardzo lita, i naprawdę stroma, nie ułatwiało to asekuracji na naprawdę trudnych wyciągach. Po jakimś Leo zrozumiał, iż musi popracować nad drogą w bardziej konwencjonalny sposób – patentując. W końcu udało się przejść wszystkie odcinki wymarzonej drogi poza tym jednym wyciągiem A1.
Na tę jesień Leo zaplanował skończyć z tym projektem – miał to być, jak sam się śmiał, taki prezent na jego 30 urodziny, które w tym roku obchodził.
Partnerem podczas tegorocznych prób został jego przyjaciel Jason Pickles - to właśnie z nim dziewięć lat temu, zaraz po uklasycznieniu West Face na LT, Leo po raz pierwszy spróbował tej kombinacji na El Capie.
Ponieważ prace nad tą drogą jak i finalne przejście miały zostać zawarte na klatkach nowego filmu Psyche II, Brytyjczycy z pomocą ekipy zaporęczowali w tym miejscu całego El Capa i rozpoczęły się prace nad drogą. A nie jest ona łatwa.
Po trzech pierwszych trudniejszych wyciągach 5.12R, które przeplatają się z łatwiejszymi, nastają kolejny trzy długie i poważne długości liny wycenione na 5.13a R. Kolejny wyciąg to znów wymagające psychicznie i techniczne wspinanie, na które składa się 45 metrów terenu za 5.13b, które zostało ubezpieczone tylko sześcioma boltami.
Następny wyciąg to jeden z dwóch kluczowych na całej drodze, trzeba na nim wykonać masywny strzał. Wyciąg ten otrzymał nazwę The Devils Dyno i propozycję wyceny 5.13c. Po tym wszystkim przychodzi zmierzyć się z kluczowymi 35 metrami drogi. Jest to cienka wytrzymałościowa rysa na końcówki palców, którą rozpoczyna i kończy bulder wyceniony przez Leo na V8/9. W sumie cały wyciąg to 5.13d. Zdaniem autora najtrudniejsze jest zakładanie asekuracji i dlatego w razie niepowodzenia trzeba liczyć się z lotami około 15-metrowymi.
Prace nad drogą utrudniały liczne deszcze jak i zamieszanie związane z jednym z największych obrywów na ścianie El Capitana, który miał miejsce w okolicy, w której działali Anglicy.
W końcu 22 października – na 7 dni przed planowym powrotem do domu, Leo i Jason wbili się w ścianę.
Pierwszego dnia udało im się pokonać pierwsze osiem wyciągów, następnego dnia jeszcze jeden wyciąg i po czym rozpętało się deszczowe piekło. Przez trzy dni!!! Leo i Jason z trudem walczyli, by ich portaledge nie odpłynął wraz z płynącą ścianą rzeką. Zdaniem Toma Evansa – który dzień w dzień na swojej stronie publikuje raporty z tego, co się dzieje na ścianie, była to jedna z najmocniejszych ulew tej jesieni, a poza Brytyjczykami w tym momencie nie było nikogo innego w ścianie.
W końcu wyszło słońce i po długim suszeniu praktycznie całego sprzętu, zespół zaczął kontynuować swoją wspinaczkę.
W tych warunkach i po takich „mocnych i mokrych przejściach” Leo słynny wyciąg A1 odczuł jako jeden z najtrudniejszych w swoim życiu. Udało się go przejść w ostatniej, czwartej próbie, na zawieszonym podczas wcześniejszych trzech prób sprzęcie.
Wieczorem, 28 października zespół osiągnął krawęć ściany. Naprawdę było to w ostatnim momencie – za paręnaście godzin – rankiem 29 października cała ekipa miała lot do domu!!!
Droga otrzymała nazwę The Prophet i wycenę – uwaga tutaj można się zagubić, czyli dla każdego coś fajnego;-) czyli E8 7a, 5.13d R, 8b. Jest to według moich wyliczeń szesnasta klasyczna linia na tej ścianie.
Cały czas prowadził Leo, ale Jason również na drugiego wspinał się klasycznie. Nie udało mu się tylko pokonać mega strzału i kluczowego wyciągu.